ZEMŚCIOR
Seria Szczynściorz Tom II
Seria Szczynściorz Tom II
"ZEMŚCIOR"
Spokój w świecie magów zostaje zakłócony. Ktoś bardzo dawno temu zaplanował koniec świata, który ma nastąpić za kilka dni. Szczynściorz, do tej pory skupiony na własnych sprawach, postanawia działać, zwłaszcza że w sprawę jest zamieszany jego przyjaciel, stary mag Zemścior. Tyle że nie on jeden chce się dowiedzieć, co jest przyczyną naruszenia osnowy magii… Aby rozwiązać zagadkę, trzeba udać się w podróż tropem prowadzącym przez Barcelonę do Stambułu.
W świecie Szczynściorza działają różne rodzaje magii. Jest magia głównego nurtu, magia żywiołów, magie zakazane i nowoczesne. Ten, kto wykazuje zdolności, może zgłębiać wiedzę z zakresu każdego rodzaju magii, a także wzmacniać ją z pomocą artefaktów. Niektóre z nich są na tyle potężne, że mogą zmienić świat.
Cykl Szczynściorz to urban fantasy, w którym można spotkać nowe rasy i istoty magiczne, ale największą zaletą powieści są przygody bohaterów.
FRAGMENT KSIĄŻKI
Z talizmanami poszło łatwo. Po odkryciu szczegółów zadania i śladu wykonawcy oraz pierwszego właściciela, na zawsze odciśniętego na talizmanie, mógł je zniszczyć.
Trudniejsza przeprawa czekała go z dwoma artefaktami. Były złośliwe i nie chciały poddać się zaklęciu lewitacji. Szczynściorz musiał się trochę namęczyć, żeby je do niej zmusić. Ponadto nie były rozmowne. Coś też zaczęło odwracać uwagę Powracającego. Wyczuł bliską obecność osoby magicznej, a raczej – po sekundzie poprawił sam siebie – dwóch takich osób. Zbliżały się od strony miasta, czyli nie korzystały z ludzkich ścieżek. Szczynściorz nie potrafił jeszcze rozpoznać, jakie mają zamiary, ale w komturii cieszyńskiej nie było chyba maga, który by go zaatakował. Chociaż, nad czym ubolewał, jego mit nie był już tak popularny. Postanowił, że da na chwilę spokój artefaktom i poczeka na gości. W końcu jedynie on dostał od właściciela zgodę na pobyt w tym dworku, więc najprawdopodobniej tylko on tu będzie legalnie. To ułatwi mu ewentualne późniejsze tłumaczenie się z trupów.
Spodziewał się, że drzwi zostaną wysadzone jakąś odmianą zaklęcia rozpruwającego, a tu niespodzianka: magowie otworzyli je sobie za pomocą ludzkiej klamki. Cóż za nietakt! Powracający usadowił się w wielkim fotelu i przypomniał sobie sagę o brytyjskim detektywie. Przez moment pomyślał, że byłoby ciekawie mieć w ręce fajkę, ale nie posunął się tak daleko. W świetle dziennym od drzwi dało się zauważyć postacie dwóch młodych magów. Skryli aury, wygumkowali je przed wejściem do dworku, ale Szczynściorz dostrzegał je bez zaklęcia widzenia, co więcej, potrafił zobaczyć nawet te ukryte. Rozpoznał ich. Nie wiedział tylko, co ich sprowadza.
– Zapraszam do stołu. I proszę o wyjaśnienia – przywitał się z wchodzącymi.
– To jednak on – odpowiedział na wezwanie Łasica.– Miałeś rację, przepraszam. – Puczek zawstydził się nieco.
– Zapewne jeżownik już wam doniósł – odparł Szczynściorz.
– Nie mogę potwierdzić. – Młody mag był pewny, że przyjaciele nie od parady mają swoje uzdolnienia, a Łasica był opiekunem stworzeń magicznych.
– Zapewne nie wiesz, bo niby skąd masz wiedzieć, że dworek Zemściora jest niebezpieczny, nawiedzony i spaczony. Dlatego starszyzna zakazała wchodzenia do środka. – Puczek wyraźnie poczuł się w obowiązku wyjaśnić swoje przybycie.
– Oczywiście mistrz Mateusz nie kojarzy faktu, że prowadzę dochodzenie w sprawie Zemściora w związku ze słabnącą katedrą, której choroby nikt nie widzi. – Szczynściorz próbował się wytłu maczyć.
– Mówiłem ci, że będzie nawijać o katedrze. – Puczek wyglądał na tryumfującego.– A te artefakty, które tu odnalazłem, o tym nie świadczą?
– Jeżownik – odpowiedział nieco bez sensu Łasica.
– Co jeżownik? – Szczynściorz chciał złapać wspólny mianownik dyskusji.
– Tak naprawdę odnalazł je jeżownik – sprostował Łasica.
– Tak – potwierdził Powracający. Wskazał palcem dwa arte fakty leżące na stole. Ich obecności nie dało się zaprzeczyć, a złą naturę widać było i bez zaklęć sprawdzających.
– Nic wielkiego, przecież wiedzieliśmy, że są tutaj i trudno je znaleźć – przypomniał Puczek.– I nikomu nie przyszło na myśl wezwać poszukiwacza?
– Nie, ponieważ od razu stało się jasne, że artefakty są złe i mogą zabić poszukujących.
– Mnie się jakoś udało – prychnął Szczynściorz.
– Wielkie mi tam „mnie”. – Przez Puczka przemawiał sarkazm.
– Co teraz macie zamiar zrobić?
– My? Nic. – Łasica nie zrozumiał pytania.
– Nie interesują was te magiczne przedmioty?
– Liczymy na to, że to ty nam powiesz, czym są. – Puczek wzruszył ramionami.
Powracający ułożył je wcześniej po swojej myśli. Musiał jeszcze umieścić inne magiczne przedmioty – przesłony i drobiazgi – by wrogie artefakty uznały, że są u stwórcy. Wtedy Szczynściorz odkryje ich pochodzenie. Większość przedmiotów użytych do przesłuchania artefaktów stworzył przed chwilą sam, ale kilka musiał jeszcze nasączyć mocą. Uruchomił wpierw jeden, potem drugi, a zasłona omamienia otuliła pierwszy z nich i wprowadziła go w stan pomiędzy snem a letargiem. Wizje zaniosły go do Stambułu. Początkowo Szczynściorz myślał, że omamiony przedmiot pokazuje mu jakieś mroczne wspomnienie, ale po chwili się okazało, że jest ciemno, ponieważ znajdują się pod ziemią. Ukrycie warsztatu magika pod powierzchnią nie sprawiało, że stawał się niewidoczny czy trudniejszy do odnalezienia. Jeśli czarodziej nie zadbał o odpowiednie zabezpieczenia, można było sprawdzić, gdzie stworzył przedmiot.
– Artefakt został zbudowany w Stambule tuż obok katedry w podziemiach zwanych cysternami – wyczytał Powracający. – Niestety co do twórcy będzie trudniej, ale nie podejrzewam, że do tak magicznego i tajemniczego miejsca mają dostęp wszyscy magowie Ottomanów.
– Czyli udajemy się do Turcji.
– Wy nigdzie się nie wybieracie. Ottomanowie zabijają nieproszonych gości, a proszonych pilnują jak amuletów. – Szczynściorz zaczął podejrzewać, że mistrz komturii cieszyńskiej chciał wyprawić w podróż dwóch magów, którzy przy okazji skorzystają na wiedzy Powracającego, a ten zapewni im bezpieczeństwo. Tam na pewno dojdzie do jatki. Niemal czuł, co mistrz Mateusz rozkazał młodym magom.
Pochylił się nad drugim artefaktem. Początkowo się wydawało, że przedmiot podąża śladem stwórcy, ale w pewnym momencie Szczynściorz zauważył, że artefakt go oszukuje. To mogło znaczyć kilka rzeczy, ale prawdopodobnie przedmiot nadal miał kontakt z magiem, i to nawet w tej chwili. Powracający wcześniej założył jednak wokół artefaktu magiczną pętlę i teraz ją zaciągnął. O sekundę za późno. Mag się wyswobodził, ale zostawił ślad. Szczyn ściorz wrzucił go na globus Europy. Stało się tak, jak przypuszczał. Nie był to powtórny impuls z Istambułu, ale z Barcelony. Przed miot odmówił dalszego udziału w badaniu i zamknął się w sobie. Powracający postanowił, że spróbuje z nim pomówić na miejscu stworzenia. W takich okolicznościach artefakty są bardziej rozmowne, a nawet przyjacielskie.
– Czyli należy zbadać kościół świętej Eulalii – powiedział do siebie Szczynściorz, ale niewystarczająco cicho, żeby nie usłyszeli go Puczek i Łasica.
– Idziemy z tobą – przypomniał Puczek.
– Nie możecie. Ten mag już tu był. Działał w naszym mieście i nikt go nie namierzył. Jest wystarczająco silny i sprytny, żeby nam zaszkodzić, i to właśnie robi. Ktoś za nim stoi i trzeba będzie go od tego odwieść.
– Od czego ma się przyjaciół? – Łasica zrobił wielkie oczy i prosząco spojrzał w stronę Powracającego.
– Rozumiem, ale nie dzisiaj. Może jutro, jednak mam przeczucie, że on na nas czeka.
– O, powiedziałeś, że na nas. Jest jakiś postęp w pertraktacjach.
– Nie ma żadnych pertraktacji, to zwykłe przejęzyczenie. – Szczynściorz próbował zniechęcić kolegów, ale po tym, jak zdali egzaminy, stali się bardziej pewni siebie i przez to lekkomyślni. – Od samego początku będą na nas czekać pułapki. Może nawet ten artefakt stanowił jedną z nich. Nie jesteście gotowi, nie możecie iść.
– Jesteśmy, mamy wszystko, co trzeba do podróży – oświadczył Łasica i pokazał spore tobołki, które zostawili przy drzwiach.
– Nie na to, co nadchodzi! – krzyknął Szczynściorz.
kilka słów
ZAMÓW JUŻ DZIŚ
